Ucząc przez uczenie, czyli czego nauczyłem się jako nauczyciel

verbs are words4

Można powiedzieć, że zacząłem studia nauczycielskie przez przypadek. Nie był to pierwszy kierunek, gdzie próbowałem się dostać i przez pierwszą część studiów nie bardzo widziałem siebie w roli nauczyciela angielskiego. Czy raczej dobrego nauczyciela. Dziś zastanawiam się, czego się nauczyłem nie na uniwersytecie, a głównie poza nim – ucząc w kilku szkołach językowych i prowadząc zajęcia z wychowania na rzecz pokoju w ramach wolontariatu.

NIE PANIKUJ

Kiedy pierwszy raz stanąłem przed klasą (i drugi, i trzeci) nie mogłem złapać tchu i nerwowo zerkałem to na mój plan, to na zegarek, to na nauczycielkę-mentorkę. Znałem nieco tę klasę, ponieważ obowiązkowo spędziłem najpierw kilkanaście lekcji w ostatniej ławce, robiąc notatki. Nie pomogło to wiele.

Zauważyłem jednak z czasem (i mówię raczej o miesiącach pracy, a nie o tych 45 minutach), że panikuję mniej. Oraz że to, czy jestem dobrze przygotowany do zajęć, jaką postawę przyjmuję stojąc i wreszcie sposób, w jaki oddycham, ma ogromny wpływ na to, jak pewny się czuję w trakcie lekcji. I udało mi się przenieść te spostrzeżenia na inne płaszczyzny.

UCZYSZ SIĘ MÓWIĆ „NIE WIEM”

W trakcie studiów poznałem wiele osób, które twierdziły, że wolą pracować z małymi dziećmi. Osobiście nie jestem entuzjastą takiej pracy – uważam po prostu, że jest to o wiele trudniejsze niż praca z nastolatkami i dorosłymi. Mam więc ogromny szacunek dla tych, którzy to lubią i są w tym dobrzy.

Niektóre z tych osób wspominały, że nie czują się komfortowo ucząc starszych uczniów, ponieważ mogą oni mieć pytania, na które nauczyciel nie zna odpowiedzi. Wiadomo, dobrze jest wiedzieć dużo, ale przekonanie, że stracę mój autorytet, kiedy przyznam się do niewiedzy, jest niemądre. Sam zawsze bardzo się cieszę, kiedy tylko mogę przyznać przed dzieckiem czy nastolatkiem, że czegoś nie wiem, czy kiedy mam powód, żeby jego czy ją przeprosić. Jest to dwoje zachowań, które dzieci powinny częściej widywać u dorosłych.

SPRAWDZASZ SWOJĄ WIEDZĘ

Uczenie oczywistych dla nas kwestii jest czasem innego rodzaju wyzwaniem – często szybko mogę się zorientować, kiedy początkujący uczeń nie łapie, o czym mówię.

Przywoływana poprzednio książka Daniela Dennetta o pompach intuicji została przez niego oryginalnie zaprojektowana jako seria wykładów. Ponieważ autor, jak sam mówi, cieszy się sporą swobodą w swojej alma mater, mógł wybrać grupę docelową tych wykładów. I tak, wolał on bright undergraduates, grupę uzdolnionych, ale jednak mniej wykształconych studentów, aniżeli magistrantów. Argumentuje to tym, że tłumaczenie specjalistycznych pojęć laikom stanowi większe wyzwanie, ale i wyciąga na jaw niedoskonałości jego wiedzy czy stylu nauczania. I dobrze, bo opisywana książka jest skierowana do tzw. ogólnego odbiorcy, i dzięki temu byłem z niej w stanie coś zrozumieć.

NIE CHODZI TU O CIEBIE

Lubię sytuacje, gdzie moje przywiązanie do ego jest wystawiane na próbę. I jeśli nauczanie nie jest czymś takim, to nie wiem, co jest (ok, może slam poetycki!). I trzeba stwierdzić, że niektóre ustawienia są dość kuszące. W trakcie lekcji w mojej szkole językowej nauczyciel stoi przy pulpicie na środku salki. Skłania to (osoby podatne, jak np. niżej podpisany) do gwiazdorzenia i przekonania, że to ta postać jest w centrum uwagi wszystkich, łącznie z własną.

Moment zauważenia, że nie jest to najlepsze podejście do prowadzenia zajęć, to bardzo dobry moment. Jestem obecnie w stanie dostrzec, kiedy pojawiają się u mnie momenty, gdy moją wiodącą motywacją jest wywołanie tego blasku podziwu w oczach słuchacza (choć częściej słuchaczki), a nie przekazanie jakiejś wiedzy.

DOCENIASZ ZNACZENIE MOTYWACJI

Jednym z głównych powodów, dlaczego wolę uczyć dorosłych, jest kwestia motywacji. Sprawa – na ogół – jest prosta: „płacę więc wymagam”, ale przede wszystkim „wymagam też od siebie”. Ludzie opłacający własne kursy naturalnie starają się bardziej, niż ci, za których płaci szef lub rodzice. Obok śpiewania i noszenia na lekcje zabawek i książeczek, to właśnie, moim zdaniem, jest najtrudniejsza, ale i najważniejsza kwestia przy uczeniu dzieci.

Dostrzegłem to już wcześniej, ucząc się w trakcie studiów niemieckiego. Moją główną motywacją było, by nie zapomnieć tego języka, mimo że wcale mnie nie pasjonuje. Szło mi to nieporównanie bardziej opornie, w porównaniu np. z hiszpańskim, czy ostatnio rosyjskim, których, wprawdzie uczę się nieformalnie, ale mam z tego jakąś frajdę.

Nauczam dopiero od kilku lat, więc powyższe wglądy marnie się mają do tego, co mógłby opisać nauczyciel o dłuższym stażu, czy obszerniejszej edukacji. Jestem bardzo ciekaw, co jeszcze odkryję ucząc. Będę wdzięczny, jeśli w komentarzach podzielisz się ze mną swoimi doświadczeniami!


WIĘCEJ:
Adam Adamczyk z pasją o wielkim nauczycielu i moim osobistym bohaterze, Carlu Saganie


Fun fact:
Pisząc Harry’ego Pottera, J.K. Rowling uczyła angielskiego w Portugalii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s